Jak zacząć medytować? – trudności na drodze // część I

Kiedy przychodzi do nas myśl, że medytacja mogłaby być pomocna w życiu, z pozoru wydaje się to proste. Bo co trudnego może być w tym, by usiąść na podłodze, odpalić jedno z miliona dostępnych nagrań dostępnych w sieci i po prostu zamknąc oczy….

…a następnie zapaść się w błogi stan nicości, w której wszystko jest proste, lekkie i przyjemne, jak unoszenie się na obłoku w którym bezkres błękitu nieba jest metaforą naszego czystego stanu świadomości….

Tymczasem zamykasz oczy, a tak rozgrywa się batalia myśli, przypominająca raczej sceny bitwy. Przelatują sprawy, obrazy. Umysł nieustannie komentuje, porządkuje, a często też tworzy historię bez oparcia na faktach. Ciało zaczyna wysyłać sygnały zniecierpliwienia. 

Między tym wszystkim pojawiają się myśli:

“długo jeszcze?”

“to nie dla mnie”

“nie wytrzymam”

“wszystko mnie swędzi”

“muszę się poruszyć, a nie mogę” (dlaczego?;))

Coś Ci to przypomina? Jeśli tak, znaczy, że wszystko z Tobą w porządku. 

Przypomnij sobie swoje pierwsze doświadczenie z jazdy samochodem. Czy od razu byłeś/aś rajdowym kierowcą? Nauka obsługi wymagała skupienia, zaangażowania, cierpliwości i powtarzania pewnych zadań, dopóki nie pojawiły się świadome umiejętności. 

Wyobraź sobie, że gdy zaczynasz drogę medytacji, to jak sterowanie nowym pojazdem, tym razem kosmicznym. Twoje ciało to ten pojazd, Twoja Świadomość będzie Kierowcą, a Twój Umysł dla odmiany ma zasiąść na tylnym siedzeniu i w spokoju obserwować pojawiające się widoki, zamiast walczyć z kierowcą o kontrolę nad sterowaniem. Być może na początku ma dużo do powiedzenia (“gada” z tylnego siedzenia), ale z czasem nauczy się po prostu cieszyć się jazdą. 

Nigdy nie ma jednej, pewnej dla każdego „recepty na sukces”. Każdy z nas jest unikalny, ma inne życie, inną osobowość… medytacja nie jest o tym, by kopiować czyjeś rozwiązania, ale o tym, by rozwijać własną mądrość, zaufanie do siebie i w ten sposób kreować własną drogę w tej wewnętrznej przestrzeni. Nikt inny nie ma mapy do Ciebie.

Pierwszym etapem będzie zawsze rozpoznanie terenu, zaprzyjaźnienie się z Wszechświatem własnych odczuć, sygnałów, dźwięków, emocji i pojawiających się obiektów w naszej percepcji – czyli właśnie myśli. 

Wyobraź sobie, że podchodzisz do tego wszystkiego z ciekawością, jak Podróżnik zachwycający się tymi galaktykami, a nie jak “wszechwiedząca” istota ziemska, która z góry ocenia i nadaje znaczenia jak powinien ten świat wyglądać. 

Tu jesteś Odkrywcą. Nic nie wiesz. Przyglądasz się.

Dlatego właśnie na kursie mindfulness tą podróż zaczynamy od Skanowania Ciała, bo rozpoznanie terenu to pierwszy punkt tej odysei w głąb siebie. Rozwijamy mięsień uwagi, dzięki któremu w późniejszych etapach tej podróży umysł będzie bardziej spokojny i wyciszony. Nawiązujemy kontakt ciałem ucząc się jego sygnałów, by kiedyś zrozumieć, że to ciało jest wszystkim co naprawde posiadamy i od relacji z nim, podejścia do niego i traktowania siebie –  zależy nasza relacja ze światem. 

Zanim ją zaczniesz możesz się jednak przygotować, zaczynając od poniższych pytań: 

          1. Dlaczego tak naprawdę chcę medytować?

I nie chodzi tu o szybką odpowiedź, a raczej o poszukanie głębokiej motywacji, która będzie wiatrem w żaglach zawsze. Zawsze, a nie tylko jak masz czas, jesteś w sile, nikt Ci nie przeszkadza i nigdzie się nie spieszysz.

Medytacja nie jest „plasterkiem”, tylko raczej stylem życia. Robienie jej sporadycznie zawsze będzie miało jakąś korzyść, ale regularna praktyka zmienia życie.

No wiec… po co? Jaka to głęboka myśl, wypływająca z Twoich wartości i prawdziwych potrzeb, może być pomocna właśnie w tych gorszych momentach? Co sprawi, że usiądziesz, mimo zmęczenia, mimo że późno/wcześnie, ciemno, zimno…  mimo zmęczenia, wizyty gości, choroby kota, deadline’u projektu i innych ważnych powodów…?

Zatrzymaj się teraz i odpowiedź na to pytanie….

 

D l a c z e g o    t a k   n a p r a w d ę   c h c ę   m e d y t o w a ć ?

 

A teraz możesz to przetestować, zamykając oczy i sprawdzając, czy ta myśl będzie pomocna w wszystkich tych sytuacjach, gdzie jesteś zmęczony/a, gdzie odłożyłeś/aś medytację na wieczór i nagle na nią przestrzeni już nie ma… jeśli jest prawdziwe, będzie pomocne. Jeśli nie – zacznij od nowa. Tym razem poza koncepcjami umysłu, głębiej….

To zdanie, ta myśl będzie pomocna w wielu momentach, wkrótce się przekonasz. Pod warunkiem, że dotrzesz do tego, co jest naprawdę dla Ciebie ważne.

          2. Jaka pora będzie dla mnie najlepsza?

Nie ma jednej najlepszej pory na medytację, gdyż każdy z nas jest unikalny i w swoim unikalnym życiu potrzebuje odnaleźć własną drogę. Jednak, większość nauczycieli, guru i osób regularnie medytujących (w tym ja) jest zgodna, że najlepsza porą medytacji jest świt.

Dlaczego?

W indyjskich wierzeniach o świcie w powietrzu znajduje się najwięcej eteru. Element eteru zawiera w sobie wszystkie kolejne żywioły, ale nie jest żadnym nich. To kwintesencja, przestrzeń, bezwarunkowa miłość. Jego cechy to miękkość, lekkość oraz subtelność. Często jest odnoszony do medytacyjnego stanu umysłu. Dlatego w tym czasie łatwiej nam medytować, a także medytując – łatwiej łączyć się z absolutem. O świcie w eterze panuje cisza, a odpowiedni kąt nachylenia słońca i wyciszone funkcje organizmu wspierają naszą praktykę. To najlepsza pora na budowanie odporności psychicznej, równowagi emocjonalnej, przygotowanie mentalne do dnia. 

Eter to nasza Świadomość, kiedy jest zharmonizowany czujemy spokój i przestrzeń w życiu. Odczuwamy balans, na wszystko mamy czas i energię, przestajemy być uwięzieni we własnych zobowiązaniach.  W medytacji jest to doświadczenie ugruntowanej obecności, jesteśmy tym, który doświadcza.

Bardziej naukowo, gdy budzimy się naturalnie w naszym umyśle pojawiają się fale mózgowe alfa o częstotliwości 7-12 Hz. Ten zakres fal jest charakterystyczny dla stanu głębokiego relaksu, doświadczamy go budząc się, a czasem też w ciągu dnia np. na spacerze podczas kontaktu z naturą. Pojawiają się także, gdy jeszcze nie śpimy, ale jesteśmy głęboko spokojni i odprężeni. Te fale towarzyszą też głębokiej zadumie i sprzyjają kreatywności. To w nich łączymy sie z naszymi podświadomymi zasobami, znajdujemy niewymuszone odpowiedzi, są źródłem inspiracji i pozytywnego myślenia. 

Ten stan fal mózgowych jest też bramą do fal theta (4-8 Hz), leżących bezpośrednio na progu świadomości i głębokich stanów medytacyjnych. Mamy wtedy dostęp do pełni umysłu, łagodzimy stres, budzimy intuicję, koimy ból, wspieramy procesy uczenia się czy uzdrawiania. To głębszy stan koncentracji, który przychodzi na drodze medytacji, po pewnym czasie. Nie możemy tego wymusić, ani kontrolować własną wolą. 

 

Jeśli jednak to Cię nie przekonuje – możesz medytować o dowolnej porze dnia, ważna jest tu pewna rutyna i konsekwencja. 

Dla niektórych z nas lepsze będzie podejście elastyczne, w którym nie zakładamy zawsze określonej pory dnia, tylko szukamy przestrzeni zgodnie z własnym, różnorodnym harmonogramem. To podejście sprawdzi się u osób zdyscyplinowanych, ale mających różne i zmienne zadania  podczas dnia. Sama do nich należę – preferuje poranne medytacje, ale gdy to nie jest możliwe, szukam najbliższej przestrzeni czasowej – może to być południe, po południu, dowolna pora.

Często jednak, zwłaszcza na początku tej drogi, gdy też wyzwaniem jest zbudowanie nowego w życiu nawyku, bardziej pomocne może być zbudowanie rutyny dla umysłu poprzez określenie pory, w której coś powtarzamy.

Większość osób w tym momencie wybiera wieczór, który jest  tak samo „najlepszym” i „najgorszym” rozwiązaniem. Owszem, może już nie masz „nic na głowie”, ale Twoje ciało i mózg są mogą być  tak zmęczone, że wybierają relaks. W praktyce pojawi się mglistość, znużenie, irytacja… albo po prostu zapadniesz w sen.

Pamiętaj, że praktyka medytacji to nie relaks. Tu chcemy być przytomni i obecni, jak Pilot lecący statkiem. Odysja może być kojąca, ale niewiele ma wspólnego z relaksem. Owszem, pojawia się on – tak jak pojawia się PO wysyłkowym treningu na siłowni, jako “efekt uboczny”. Medytacja jest treningiem mentalnym. 

Wybierz więc porę dnia, w której jesteś w zasobach, nie jesteś głodny/a ani znużony/a i raczej nie jesteś w momencie przeżywania trudnych emocji. Stan neutralny będzie Cię wspierać. 

Mój sposób:

Rano, wstaje najczęściej 30 min wcześniej niż “trzeba”. To mój czas, w którym nikt nie przeszkadza. To czas dbania o siebie, dzięki czemu nastrajam swój  umysł na melodie dnia. Niech to będzie melodia spokoju, życzliwości, harmonii. To nie jest duża zmiana, wydaje się wymagająca tylko w pierwszym regularnym tygodniu, a potem zwrotnica sie przestawia. 

          3. Czego potrzebuje żeby zacząć?

Nie potrzebujesz nic szczególnego. Ale jeśli to pomoże Ci nastroić się, przygotuj sobie koc, poduszkę, kawałek kąta dla siebie… a może coś jeszcze, co umili tą przestrzeń i sprawi, że będziesz czekać na ten moment dnia?

Możesz zacząć samodzielnie, siadając w ciszy parę minut i słuchając jej… albo zacząć z dowolnym nagraniem, jeśli ono Cię wspiera… lub zapisać się na 8-tygodniowy kurs medytacji mindfulness 🙂

Każdy sposób będzie dobry, jeśli będzie w nim Twoja konsekwencja, wytrwałość i cierpliwość do siebie. 

 

Masz pytania? Napisz. Chętnie na nie odpowiem.